Chęciny po liftingu

NA ZAMEK!

Zamek w Chęcinach kojarzy pewnie każdy Polak. Albo przynajmniej prawie każdy. Charakterystyczne baszty sygnalizują kierowcom jadącym od strony Krakowa, że Kielce już bardzo niedaleko. Ale kiedy ostatnio, jeśli w ogóle, chciało Wam się wspiąć na wzgórze i obejrzeć zamek z bliska, a tym bardziej od środka? 🙂

Podjeżdżamy pod zamek w pochmurny wiosenny dzień. Na parkingu oprócz nas dosłownie kilka samochodów – choć to sobota, tłumów nie należy się spodziewać. Uroki zwiedzania poza sezonem. Koszt parkingu w cenie biletu do zamku – miło.

Na pobliskiej łące rozstawiono tarcze – można poćwiczyć strzelanie z łuku, a może i z kuszy. Tarcze nie wyglądają jednak na średniowieczne 😉

Gdy byliśmy tu ostatni raz, dobrych kilka, jeśli nie kilkanaście lat temu na zamek wchodziliśmy stromą leśną ścieżką. O mniej więcej taką jak na zdjęciu poniżej po lewej. Jakież jest więc nasze zdziwienie, gdy przed nami otwiera się brukowana aleja, której nie powstydziłoby się centrum Krakowa. Szok! Pierwszy dowód na to, że środki unijne nie poszły na marne i że Chęciny rzeczywiście przeszły poważny lifting. Za sam odbudowany trakt królewski, bo taką dumną nazwę po setkach lat ponownie nosi droga dojazdowa do zamku – wielkie brawa!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Królewskiego traktu strzegą wyrzeźbione w drewnie postacie: królów – jak przedstawiony poniżej po lewej Władysław Łokietek,  czy też bezimiennych rycerzy, jak ten anonimowy woj po prawej strzegący samego wejścia do zamku.

Podejście pod zamek choć prowadzi pod górę, jest teraz po prostu bardzo przyjemnym spacerem. Bez ryzyka upaprania w błocie, bez konieczności mozolnego wspinania się po kamienistych ścieżkach można kulturalnie i spokojnie wybrać się na niedzielny spacer. I nawet nie wchodząc do zamku podziwiać widoki na ziemię świętokrzyską, z urokliwą miejscowością Chęciny u podnóży zamku.

My jednak przyszliśmy tu zdecydowanie w celach zwiedzająco-krajoznawczych kierujemy się więc w stronę bramy strzegącej wejścia do warowni.

A tam… XXI wiek pełną gębą! 🙂 Kołowrotki jak na wyciągu narciarskim. Tego zdecydowanie się nie spodziewaliśmy. Nowoczesność wkroczyła nawet w średniowiecze.

Bilety kupione, bramki więc nam niestraszne. Ceny? Do końca marca 2016 bilet normalny kosztuje 8 PLN, w sezonie wiosenno letnim 12 PLN. Szczegółowe informacje wraz z godzinami otwarcia możecie znaleźć tutaj.

KILKA SŁÓW NA TEMAT HISTORII ZAMKU

Zamek w Chęcinach powstał na przełomie XIII/XIV wieku. Pierwszą pewną datą jego istnienia jest rok 1306, kiedy to chęcińskie włości zostają wymienione w akcie nadania dóbr przez Władysława Łokietka biskupowi krakowskiemu Janowi Muskacie. Jeśli orientujecie się w historii Polski na początku czternastego wieku, od razu powinno Was to zdziwić. Ja jestem zupełnym historycznym laikiem, ale coś mi tu nie grało… poszperałam, poszukałam i rzeczywiście – Muskata był wielkim przeciwnikiem Łokietka w jego dążeniu do objęcia tronu Polski. Zatem podarowanie Chęcin w 1306 roku, zaraz po śmierci Wacława III Króla Czech, głównego konkurenta Łokietka w drodze do stołka na Wawelu, było jedynie gestem w stronę Muskaty, aby zyskać sobie jego przychylność. Nieskutecznym jak pokazała historia, ponieważ już rok później Muskata znów spiskował przeciw Łokietkowi. Chęcinami więc nie miał okazji się nacieszyć.

Zamek w XIV i XV wieku  zyskiwał na znaczeniu, stając się jedną z najistotniejszych polskich warowni tamtego okresu. Był miejscem koncentracji wojsk wychodzących na wojnę z Krzyżakami, był świadkiem zjazdów polskich możnowładców, gościł znamienite osobistości, stanowił rezydencje poszczególnych członków rodzin królewskich, a również stanowił więzienie dla co ważniejszych skazańców. Więcej o historii zamku możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Początek XVII wieku to początek… końca. Kilkakrotnie niszczony, spalony przez wojska szwedzkie na początku kolejnego stulecia,  stawał się stopniowo zupełną ruiną. Aż do połowy XX wieku! Dopiero wtedy podjęto się prac konserwacyjnych. Ostatnie prace renowacyjne przeprowadzono w 2013-2015 roku i właśnie ich efekt możemy dzisiaj oglądać w Chęcinach.

Zamek składa się z dwóch części – górnej, o charakterze zdecydowanie obronnym, z charakterystycznymi basztami…

…oraz dolnej, dobudowanej w XV wieku, która stanowiła swego rodzaju zaplecze dla górnego zamku. To typowe w budowie zamków obronnych – najpierw stawiano warownię w najwyższym punkcie, a z czasem rozbudowywano ją w jedynym możliwym kierunku, czyli w dół. Tak samo było na przykład w Niedzicy, której pisałam jakiś czas temu.

W najniższym punkcie dolnego części zamku znajduje się studnia, dziś już oczywiście niedziałająca. Podobno z zamku można było się kiedyś wydostać podziemnym tunelem, prowadzącym do pobliskiej miejscowości Chęciny. Czy to prawda, czy legenda – nie wiadomo. Jedno jest pewne – w każdej legendzie tkwi ziarnko prawdy 🙂

Największą atrakcją Chęcin jest możliwość wejścia na basztę, z której rozpościerają się przepiękne widoki na ziemie świętokrzyskie. Na górę wiodą wąskie kręte schody. Kto nie ma ochoty na taką wspinaczkę, może zadowolić się widokami z poziomu murów zamkowych. Ja dziś należę do frakcji leniwców, dlatego zdjęć z baszty nie będzie 😉 Może następnym razem.

Widoczność niestety nas nie rozpieszcza. Chodzą słuchy, że w pogodne dni, przy dużej przejrzystości powietrza z Chęcin widać nawet Tatry. Trudno w to uwierzyć – dzieli nas od Tatr ponad 200 kilometrów – warunki musiałyby być naprawdę idealne.

Zwiedzanie za nami. Pozostaje jeszcze przyjemny spacer przez las z powrotem na parking. Wybieramy ścieżkę prowadzącą z drugiej strony zamku. Po drodze mijamy porzuconą armatę. Czyżby to z niej oddano ostatni wystrzał armatni w Chęcinach? Ponoć ostatni strzał z murów zamku padł w 1787 roku, jako wiwat na cześć Stanisława Augusta Poniatowskiego powracającego z Krakowa do Warszawy. A może to pozostałość po kręceniu scen zdobywania Kamieńca Podolskiego w Panu Wołodyjowskim? Pozostanie to tajemnicą 🙂

Nasza wycieczka dobiega końca, ale Was serdecznie zachęcam – zajrzyjcie do Chęcin, najlepiej jeszcze przed sezonem. Po przeprowadzonej renowacji zamek prezentuje się naprawdę okazale. Można tu wyskoczyć nawet na jednodniową wycieczkę, czy to z Krakowa, z Warszawy, czy ze Śląska. Mapkę znajdziecie poniżej.

A jeśli macie ochotę na więcej atrakcji w okolicy, to zapraszam do skansenu w pobliskiej Tokarni. Ale o tym już innym razem 🙂

One Reply to “Chęciny po liftingu”

  1. Świetna relacja! Byłam kiedyś na zamku podczas wycieczki szkolnej. Od tamtej pory jakoś nie pognało mnie w tamte rejony. Ale widzę, że to błąd 🙂 Tym bardziej, że teściowie mieszkają w Kielcach, więc już wiem, jaki będzie mój kolejny cel podróży podczas pobytu w świętokrzyskim 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *