Chania – przepiękne portowe miasteczko na Krecie

Znacie to uczucie oczekiwania na zobaczenie na własne oczy czegoś co widzieliście na zdjęciach dziesiątki razy? Motyle w brzuchu walą skrzydłami jak oszalałe, nogi aż się plączą pędząc do celu i ta uporczywa myśl – “czy tam naprawdę jest tak pięknie?” Tym bardziej wkurzający jest  w takiej sytuacji ten grecki spokój, ta grecka powolność i “donikądniespieszeniesię” 🙂 I psy wylegujące się pod murem.

 W Chanii lądujemy w drugim dniu naszego pobytu na Krecie. Zupełnym przypadkiem trafiamy na puściuteńki parking, nieopodal stadionu (przy ulicy Nikiforou Foka). Pusty, bo to zupełnie nie sezon. W lecie pewnie trudno jest tu wcisnąć szpilkę. Szczególnie, że do portu jest stąd dosłownie kilkaset metrów, a to port właśnie przyciąga turystów do Chanii.

Spokojną ulicą kierujemy się w dół w stronę morza. Poza zaspanymi psami towarzyszą nam jeszcze ledwo stojące, zniszczone kamieniczki. To zdecydowanie nie jest reprezentacyjna dzielnica miasta, ale wiecie co… ma w sobie to greckie “coś”. Nikt się tu nie spieszy, nikt donikąd nie goni. Starsi panowie o ogorzałej skórze sączą poranną kawę w lekko obskurnych, ale przez to właśnie paradoksalnie zachęcających tawernach.

Morze wita nas widokiem na nowszą część miasta.

Przemykamy przez niewielki plac, kierując się  na zachód. Po drodze ruiny murów miejskich z malowniczym widokiem.

A dalej… otwiera się ten widok, na który czekałam! Port w Chanii w pełnej krasie!

Spacerujemy po falochronie prowadzącym w kierunki latarni. Przejście tędy z wózkiem to nie lada wyzwanie, ale od czego ma się wózek terenowy 🙂

Lazur morza, piaskowe mury budynków pokrytych czerwoną dachówką – to wszystko wpisuje się w śródziemnomorski klimat. Ale do tego ośnieżone szczyty!? Żadne zdjęcie nie odda tego jak piękna jest Chania pod koniec kwietnia. Każdego dnia naszego pobytu na wyspie widok ośnieżonych gór tak samo mnie zaskakiwał.

Miasto, a w nim jego największą atrakcję, czyli port wybudowali Wenecjanie. Budowa miasta przypada na XIII, portu zaś na XIV wiek. Na zdjęciu powyżej zwróćcie uwagę na przylegające do siebie kamienne budynki o spadzistych dachach – to tak zwane arsenały, w których budowano galery, a zimą przechowywano je w nich chroniąc przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Tych arsenałów ponoć było 23, do chwili obecnej zachowało się dziewięć.

Nie wiadomo w którą stronę patrzeć – po lewej cudna panorama portu, z białymi górami w tle, za to przed nami czuwająca nad Chanią latarnia morska.

Trochę nas przewiało na murach prowadzących do latarni. Kwiecień to jeszcze dość zdradliwy pogodowo miesiąc na Krecie. W lipcu będziecie wdzięczni za najmniejszy okruch wiatru 🙂 Dlatego czym prędzej wracamy na nabrzeże, gdzie w ogródku przytulnej tawerny sączymy kawę, degustując lokalne słodkości. Każda restauracja i kawiarnia ma swojego naganiacza, który próbuje zaciągnąć nas w swoje progi. Tego akurat w Grecji nie lubię – im bardziej ktoś mnie zagania, tym bardziej pójdę zupełnie gdzie indziej 😉

Po kawce czas na odwiedzenie dalszej części portu, gdzie wzrok przyciągają kolorowe kamieniczki przyklejone do wybrzeża.

Skoro miasto wybudowali Wenecjanie, to co robi w nim ten wyglądający zgoła muzułmańsko kopulasty budynek na zdjęciu poniżej? Otóż w połowie XVII wieku Chania została zajęta przez Turków, którzy wybudowali w mieście meczety lub przebudowali istniejące kościoły na muzułmańskie świątynie.

Budynek w porcie to meczet zwany Giali Tzamisi, czyli Meczet Nadmorski. Jego inna nazwa to Meczet Janczarów.  Podczas naszego spaceru po Chanii nie zauważyliśmy więcej wyraźnych śladów islamu, ale może nie wiedzieliśmy czego szukać 😉 Okupacja Imperium Osmańskiego trwała ponad 200 lat. Dopiero w 1898 roku Chania została stolicą półautonomicznego państwa kreteńskiego. Więcej o hiistorii Chanii i Krety przeczytacie na tej stronie, skąd i ja czerpałam większość informacji: www.crete.pl

Na wprost meczetu, po drugiej stronie portowej zatoki otwiera się wejście do portu.

Mamy okazję oglądać jak zza smukłej latarni wyłania się pękaty żagiel. Na żagle nam trzeba, na żagle! Następnym razem, jak Słonko trochę podrośnie może uda nam się zwiedzić greckie wyspy na jachcie, tak jak zwiedzaliśmy chorwackie.

Pora na zwiedzenie lądowej części Chanii. Pierwsze kroki w głąb lądu pokazują nam kontrast wymuskanych portowych kamieniczek i tego co jest w drugiej linii. Czystych, zachęcających kawiarnianych ogródków i sterczących nad nimi ruin. Taki widok w Chanii to codzienność. Ale mam wrażenie, że to tylko dodaje jej uroku. Chania to nie tylko cukierkowe obrazki da turystów, to też nieco zaniedbana, ale za to prawdziwa Grecja jaką poznałam w Atenach.

Bo są tu takie uliczki:

A tuż obok takie:

Znacie te wąskie, ciepłe uliczki śródziemnomorskich miast? W Chanii ich wielbiciele będą czuli się jak w raju! Dubrownik, Saint Tropez i Portofino w jednym 😉

W każdej uliczce kryją się sklepy z pamiątkami. Znajdziecie tu i kreteńskie rękodzieło, i magnesy made in china – co kupicie zależy tylko od Was 🙂

A obok nich, w spokojniejszych uliczkach przycupnęły niewielkie tawerny z przepysznym greckim żarciem! Niektóre z nich mają dosłownie kilka stolików. Nigdy nie sądziłam, że grecka kuchnia tak bardzo przypadnie mi do gustu, a tymczasem rozkochała mnie w sobie od pierwszego kęsa! Bo jak w takim miejscu coś miałoby nie smakować? 🙂

Uliczkami Chanii można spacerować bez końca. W południowym skwarze warto schować się pod baldachimem z winorośli i sącząc greckie wino czekać na ożywczą morską bryzę. A potem znów odkrywać! Szwędać się, chodzić w kółko, zaglądając w każdy zakamarek tego niezwykle pięknego miasta. Odnajdując takie cudeńka jak na przykład te drewniane drzwi, które aż chciałoby się widzieć na wejściu do zaczarowanego ogrodu.

Chciałabym jeszcze kiedyś odwiedzić Chanię. Kreta zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia, ale to właśnie będąc w Chanii prawdziwie zakochałam się w tej wyspie! Ciekawa jestem czy Wam też się tam podobało? A może w środku sezonu Chania staje się zatłoczonym, dusznym nadmorskim miastem jakich wiele? Chętnie poczytam o Waszych wrażeniach w komentarzach.

17 Replies to “Chania – przepiękne portowe miasteczko na Krecie

  1. W Chanii byłem w sumie kilka razy a biorąc pod uwagę, że w trakcie kilku pobytów wakacyjnych specjalnie jeździliśmy ponad 100 km w 1 stronę,żeby być w Chanii, mogę chyba powiedzieć – kilkanaście razy.
    To jest moje ulubione miasto śródziemnomorskie. Ma “ten” klimat i “tę” atmosferę. Fantastyczne na kilkudniowy pobyt o każdej porze roku.

  2. no ja pamiętam Chanie, szczególnie te Tawery w uliczkach, jak miły kelner zarekomendował przysamki grecji- super – na talerzu pojawiła sie sałata, pomidory i ze dwie krewetki, przysak od osoby kosztował ok 30 eur. Thank you – i nie dajcie sie nabrać

    1. Bez przesady. Dwa lata temu w samym centrum portu za 20$ dostaliśmy wielką michę najróżniejszych owoców morza i ryb. Na dwie osoby wyżerka na maksa. Do tego na deser małą buteleczkę Raki i deser lodowy. Pychota.

    2. Cóż, takie bywają tam ceny! W zasadzie im bliżej atrakcji turystycznych, tym drożej. Tak jest chyba wszędzie na świecie.

  3. Jest jeszcze piękna katedra prawosławna i trochę dalej stara hala targowa. Chanię najlepiej oglądać po zachodzie słońca.

  4. W tym roku byłem piąty raz na Krecie, tam nie ma brzdkich miast i miasteczek w maju przez 4 dni przejechałem 625 km i ciągle wracam myślami o bardzo sympatycznej wyspie, A w sierpniu 21-28 wyspa Thassos,

  5. Trochę bezkrytycznie patrzymy na zniszczone domy w innym kraju, tam dodają one nawet uroku, w Polsce powiedzielibyśmy, że to… ruina.

  6. Chania, to piękne, a dla mnie niezwykle egzotyczne miejsce. Trochę może latem zbyt gorące, jak dla Polaków znających klimat umiarkowany. Ale wrażenia są niesamowite! Już na lotnisku widać góry, które wysokością dorównują naszym Tatrom. Cudowne i niepowtarzalne!
    W okolicach Chanii na jednym z falochronów widzieliśmy wymazane olbrzymimi literami: “GÓRNIK ŁĘCZNA”. Ach, gdzie by nie jeździł po świecie, to tu i ówdzie znajdą się jakieś polonica!
    W Chanii urodziła się grecka piosenkarka Nana Mouskouri.

  7. Ja trafiłam na jeszcze zatłoczoną Chanię, mimo, że miałam wrażenie, że wybieram się tam “po sezonie”, czyli pod koniec września. Jak się okazało sezon trwał w najlepsze 🙂 Tłumy jednak nie przeszkadzały, nawet dodawały uroku miastu, które i tak przez stulecia wędrowało z rąk do rąk. Bardzo miło wspominam Chanię, to piękne miasto 🙂 Pozdrawiam ciepło!

  8. Na Krecie mieszkałam 6 mies. (Hersonissos) Chanię odwiedziłam kilka lat później i jest to miasto kreteńskie, które podoba mi się najbardziej. Miasta lubię mniej niż wioski, ale jeśli już wybierać to Chanię 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *