Węgrzy, Indianie i duchy, czyli kogo można spotkać na zamku w Niedzicy

Niedzicę ostatnio odwiedzam bardzo często. Byłam tu w kwietniu i w maju, ale jakoś nie udawało mi się dotrzeć do wnętrza zamku. Zwiedzałam go dawno, dawno temu. A ostatnio za każdym razem albo zamek był zamknięty, albo było za dużo ludzi, albo nie było czasu. Na szczęście wreszcie trafił się idealny dzień na odwiedzenie czeluści zamczyska.

Do zamku prowadzi kamienista droga, przy której lokalny artysta wygrywa na skrzypcach regionalne melodie. Nad nim znak ostrzegający o występowaniu duchów w typie duszka Kacpra 😉

Jednak bez żartów, w Niedzicy bowiem naprawdę mieszka duch – biała dama. I to nie byle jaka biała dama, a duch węgiersko-indiańskiej księżniczki. W XVIII wieku niejaki Sebastian Berzevicy wybrał się do Ameryki Południowej, za chlebem, za złotem, w poszukiwaniu żony, kto go wie. Żonę znalazł, a jakże – szlachetnie urodzoną Indiankę z inkaskiej rodziny.  Urodziła im się córka, imieniem Umina, która została później żoną Tupaka Amaru, inkaskiego księcia.

Po wybuchu powstania w Peru przeciw hiszpańskim najeźdźcom, w którym rodzina Amaru odegrała istotną rolę, Sebastian zabrał swoją córkę wraz z mężem przed represjami do Europy.

Niedługo później Tupak został zamordowany w Wenecji, natomiast Umina przeniosła się wraz z ojcem do krewnych na zamku w Niedzicy. Nie cieszyła się jednak długo spokojem… musiała się komuś mocno narazić, bowiem ją również zasztyletowano, na dziedzińcu przed wejściem do zamkowej kaplicy.

Od tamtego czasu duch Uminy pojawia się w miejscu, gdzie węgierska Indianka przeniosła się w zaświaty. Prezentuje się ponoć przerażająco. Na szczęście w dzień ta atrakcja raczej nam nie grozi 😉

Wchodzimy w ciemną czeluść bramy zamkowej. Czuję się trochę jakbym przenosiła się w czasie… Tu współczesny rozgardiasz, bilety, kasy, samochody, parkingi, tam średniowieczny spokój grubych murów, upiększony z lekka renesansową “nakładką”. Pierwsze wzmianki o zamku pochodzą z początku XIV wieku, szmat czasu.

Wejścia na dolny dziedziniec pilnuje czworonożny strażnik. Dobrze, że Floki się z nami nie wybrał, byłaby awantura 😉

 

 

 

 

Dolny dziedziniec zamkowy z malowniczą wieżą zegarową. Zamek jest obecnie w posiadaniu Stowarzyszenia Historyków Sztuki i jego dolna część służy za dom pracy twórczej. Dlatego niestety nie możemy zwiedzić dolnego poziomu i kierujemy się od razu na górę.

Nad nami góruje baszta średniowiecznego zamku górnego. Zmierzamy w jej kierunku, po kamiennych a potem drewnianych schodach. Po obydwu stronach korytarza zaglądamy do sal wystawowych.

 

 

 

 

W jednej z nich wystawa poświęcona Janosikowi. Spodziewamy się czegoś ciekawego, tymczasem okazuje się, że to po prostu zbiór tablic z opisami, po polsku i słowacku. Być może to co na tablicach jest ciekawe, ale jakoś natłok informacji nie zachęca do studiowania. Trochę zbyt mało interaktywnie tutaj jak na dzisiejsze czasy 😉

Zaglądamy do kaplicy. Prosta, kamienna sala, z figurą zafrasowanego Chrystusa, zdjęciem Jana Pawła II i prostym drewnianym krzyżem. Spokojne miejsce sprzyjające zadumie. I choć tuż obok na małym dziedzińcu przewijają się grupy turystów, tu ma się wrażenie jakby czas na moment się zatrzymał. A właściwie w tych średniowiecznych ścianach, z portretem naszego papieża na ścianie czuję się nieco jakby poza czasem…

 

 Powariowałam, czy co, robić zdjęcie takiej dziurze?! A to nie taka zwyczajna dziura. To studnia zamku górnego, wykuta w litej skale o głębokości ponad 60 metrów! Ech, żal mi tych biednych chłopów średniowiecznych… ktoś tę studnię przecież musiał wykuć…

W głąb studni nie radzi się zaglądać panom, szczególnie tym którzy nie chcą stracić owłosienia swego czerepu. Do studni bowiem wpadła niejaka Brunhilda, wepchnięta tam prawdopodobnie niechcący przez swego małżonka Bogusława. Jak wiadomo różne rzeczy w małżeństwach się zdarzają. Skruszony Bogusław wystawał nad studnią godzinami krzycząc w jej głąb “Przebacz mi Brunhildo”. Brunhilda okazała się niebywale wyrozumiałą martwą małżonką, raczyła bowiem wreszcie odkrzyknąć “Przebaczam Ci Bogusławie łysy”. “Łysy, jaki łysy?” pomyślał długowłosy Bogusław i nieco zaskoczony, ale jednocześnie uradowany uzyskanym przebaczeniem udał się na zasłużony odpoczynek. Jakież było jego zdziwienie, gdy na następny dzień spojrzał w lustro podczas porannych ablucji… zamiast grzebienia potrzebował już tylko szmatki do polerowania łysiny.

Swoją drogą, skąd on to lustro wytrzasnął nie mam pojęcia, bo choć różne akcesoria łazienkowe w zamku widziałam, to lustra wśród nich nie było 😉 Rozczuliła mnie “łazienka” – prawdopodobnie jak na czasy, z których pochodzi była szczytem marzeń. (Tak, ten fotel jest dokładnie tym na co wygląda 😉 )

Zamek przechodził przez lata z rąk do rąk. Był własnością wspomnianych już Węgrów Berzevicych, potem należał do rodu Horvathów, rządzili nim panowie Łascy, ród Giovanellich i wreszcie na koniec znów węgierski ród Salamonów. Nie podejmę się prób podania chronologicznej kolejności właścicieli. Rody wymieniały się nim, zastawiały go, zostwiały na pastwę rozbójników, odbijały z rąk rozbójników. Szkoda gadać, po prostu przyjmijmy, że zamek ma niezwykle barwne dzieje.

Ktokolwiek spał w tym łóżku był bardzo krótki 🙂 Ale za to miał przepiękny widok z okna!

Łazienka, sypialnia, garderoba i kaplica w jednym. Zmieścić tyle funkcji na tak małej powierzchni – projektanci mebli Ikea mogliby stąd czerpać wzorce 😉

 

 

Rzut oka na zamek w Niedzicy, gdy jeszcze stał nad Dunajcem, a nie nad Jeziorem Czorsztyńskim. Zabrzmiało jakby ktoś zamek przeniósł 🙂 Dla tych którzy w Niedzicy nie byli spieszę ze sprostowaniem – nikt go nie przenosił, jedynie Dunajec zmienił się w jezioro.

Zdjęcie powyżej pochodzi z 1979 roku, z czasu budowy tamy na Dunajcu.

A od 1997 roku widok z zamku wygląda tak, jak na zdjęciu po lewej. Duuużo wody 🙂

 

 

A ku ku! Znowu dziura. Tym razem dziura w części wykorzystywanej jako lochy… W ciepłym, miodowym świetle wygląda prawie przytulnie. W rzeczywistości widziała zapewne sceny, które trudno nam sobie wyobrazić. Brud, smród, ból i śmierć. Ciarki przechodzą po plecach.

Niewykluczone, że w jednej z takich dziur kryje się inkaski skarb. Wspomniany Sebastian Berzevicy przywiózł bowiem ponoć do Polski indiańskie złoto (a jednak nie tylko po małżonkę pojechał na koniec świata). Do złota ma prowadzić znalezione na zamku inkaskie kipu, czyli zaszyfrowana pismem węzełkowym wiadomość. Niestety nikt nie potrafi jej odczytać. Może to i lepiej. Dzięki temu zamek Dunajec ma jeszcze jedną tajemnicę.

Czas odetchnąć świeżym powierzem. Wychodzimy na górny dziedziniec. Dokoła piękne widoki, choć niebo jest dziś dość zachmurzone. Zamek z tej perspektywy prezentuje się bardzo przytulnie. Dach pokryty gontem, jasne mury,w tle jezioro otoczone górami. Mogłabym spędzić w takim miejscu więcej czasu. Może czas zgłosić się do Stowarzyszenia Historyków z prośbą o możliwość wykonywania u nich pracy twórczej 😉

 

Tup, tup z wieży na dół po schodkach, a tu… niespodzianka. Schody kończą się na dachu. A dalej przechodniu radź sobie sam. Na szczęście to miejsce nie jest udostępnione zwiedzającym 😉

 

 

A co to takiego wisi z tego muru po prawej? Długo nam zeszło zanim wymyśliliśmy do czego służą łańcuchy zwisające z rzygaczy. Wygląda na to, że wszystko po to aby mieć pewność, że woda nie spływa po ścianie zamku.

Spędzamy przyjemne chwile na wietrznym górnym dziedzińcu. Oglądamy stateczki pływające po jeziorze i przychodzi nam ochota na wodną wycieczkę. Czas zatem schodzić powoli na dół.

Po drodze zaglądamy jeszcze do jadalni pani Salamonowej, ostatniej właścicielki zamku. Stół gotowy na przyjęcie gości, ciasto wygląda bardzo smakowicie. Niestety – plastikowe. Zawiedzeni opuszczamy warownię.

 

Ostatni rzut oka na zamkowe mury, a tam… z okna mruga do nas owca! O białej damie pisałam, ale o przyszarzałej owieczce przewodniki milczą… 🙂

Ups, statek odpływa za 3 minuty! Biegiem do przystani! Relacja z rejsu niebawem.

65 Replies to “Węgrzy, Indianie i duchy, czyli kogo można spotkać na zamku w Niedzicy

  1. Pan grający na skrzypcach pod znakiem z duszkiem-urocze:). Ale piesek, “warujący” w grocie to mój typ nr 1 :)))))))))))))0

    Marzę by miec czas na coc więcej niż widoki z okna i ogrodu…. Jeszcze chwilowo muszę uzbroić się w cierpliwość i poczekać na lepsze okoliczności. Może w lipcu… Na razie cieszę się pozimkami, truskawkami, różami i lawendą. Coś na otarcie “łez” :)))

  2. “Dunajec zmienił się w jezioro”? Te zdanie jest bezsensowne. Dunajec to wielka rzeka, która nadal płynie i w nic się nie zmieniła:) To o czym pewnie piszesz, to kwestia tamy(chyba tam jest prawda?), lub Dunajec zmienił trochę swoje koryto. Wybacz, że się czepiam ale mieszkałam(moja rodzina nadal tam mieszka) w Kłodnym (obok Krościenka nad Dunajcem) i takie błędy mnie urażają.

  3. Bardzo dobrze, że są jeszcze takie blogi jak “spójrz przez okno”- inaczej takie miejsca jak np. opisany tu zamek szybciej odeszłyby w zapomnienie. Tak trzymać! Przy okazji polecam zajrzeć do serwisu INSYGNUS, gdzie można znaleźć odrestaurowane pałace, zamki, dwory wraz z opisem ich obecnej funkcji. http://insygnus.pl

  4. Dowcipnie i ciekawie opisałaś, nie potrzeba przewodnika i mozna zwiedzać, bylem tam z kolegą, nie wchodziliśmy do zamku, bo kolega był i twierdził że tak naprawdę to nic ciekawego tam nie ma, natomiast Ty z nieciekawego zrobiłaś ciekawe, czuję się jakbym zwiedzał.

    1. Bo wtedy granica między Polską a Węgrami (potem Austro-Węgrami) biegła na Dunajcu. Niedzica była zamkiem węgierskim a zamek w Czorsztynie był polskim zamkiem (ten naprzeciwko Niedzicy).

  5. Bardzo podoba mi się artykuł. Uwielbiam ten zamek i jego okolice. Wiążą się z nimi moje osobiste wspomnienia – muszę się tu pochwalić, że mój tato nadzorował budowę zapory czorsztyńskiej i przez jakiś czas spędzałam tam wakacje i ferie. Okolica ciekawa, ale teraz dzięki zaporze odwiedza ją zdaje się więcej turystów.

    1. turystów rzeczywiście zazwyczaj jest sporo. przyciąga ich zamek, jezioro, zamek w Czorsztynie po drugiej stronie. piękne miejsca! 🙂

  6. Uwielbiam ten zamek jak i całe te tereny staram się choć raz w roku tam wybrać i jadę już w poniedziałek:) Może zobaczę Białą Dame:)

  7. Przywołałaś wspomnienia z dzieciństwa. W latach 1957-1962 jeździłem na kolonie do pobliskiego Falsztyna. Mieszkaliśmy w dworze Jungenfeldów, niestety obecnie w ruinie. Co roku zwiedzaliśmy zamek a w Dunajeckich w zatoczkach w upalne dni kąpaliśmy się. Zamek był wtedy mocno zaniedbany ale legendę o Białej Damie i Brunhildzie znaliśmy. Trzy lata temu byłem znowu w Falsztynie i Nidzicy. Zamek wygląda pięknie a jezioro Czorsztyńskie jeszcze dodało uroku tej pięknej okolicy. Pozdrawiam.

  8. Nad Zalewem Czorsztyńskim, pośród pięknych krajobrazów Spiszu, w Niedzicy, stoi zamek zwany przed wiekami Dunajcem. Związana z nim legenda głosi, że ponad dwa wieki temu w jego lochach ukryto wywiezione z Peru złoto świątyni Coricanchy.
    Znalezione w 1946 roku pod kamiennym schodkiem inkaskie kipu gdzieś się zawieruszyło, poszukiwacze skarbów i służby specjalne nic nie znalazły i sprawa poszła w zapomnienie.

    Zamek jednak nadal skrywa wiele tajemnic, które jak magnes przyciągają i wabią. Od lat na zamku przebywa ponury i nieodgadniony archeolog z Krakowa. Mająca własne tajemnice, archeolog z Wrocławia Inka Złotnicka, zjawia się na zamku podczas wakacji. W tym samym czasie w Niedzicy, jako turyści, instalują się dwaj mężczyźni – oficer polskiego kontrwywiadu i przybyły z Peru rewolucjonista. Każde z nich dąży do zdobycia zamkowych tajemnic. Jednak nie jest to sprawą prostą, gdyż czuwają nad nimi siły, w które zdaje się wierzyć jedynie zabobonny Peruwiańczyk.

    polecam do czytania Duchy Inków – Kaleta Jolanta Maria

  9. Niedzicę odwiedziliśmy zimą, przy okazji. Z oczywistych względów nie pływaliśmy po zalewie, zwiedziliśmy zamek i wozownię od środka oraz zaporę z widokiem na drugi zamek w Czorsztynie. Z pewnością o tej porze krąży tam mnóstwo ludzi. Miejsce warte powrotu.

  10. Pragnę pozdrowić górali ze wsi Maniowy. Wioska jest obecnie na dnie zalewu a ludność mieszka w Manowach 2. Jak budowano zaporę górali przesiedlono a wioska została zalana. Udało mi się kupić chałupę i przetransportować na swoją działkę. Górale przyjechali i złożyli ja do kupy. Stoi do dziś . Dobra robota. Pracowici , uczciwi ludzie . Pozdrawiam.

    1. Tak się składa, że urodziłem się przed laty w Maniowach w miejscu, które obecnie jest na dnie Jeziora Czorsztyńskiego. Mój dom rodzinny został rozebrany i złożony podobno gdzieś na Mazurach. Byłbym wdzięczny za jakąś informację na temat tego domu.

    2. POCHODZE Z TEJ WSI I W PELNI SIE Z PANEM ZGADZM.TO BYLI DOBRZY LUDZIE,CIEZKO PRACUJACY I SZANUJACY PRACE.PRZEPROWADZKA PRZYNIOSLA WIELE ZMIAN ,NIEKTORE BARDZO BOLESNE ZWLASZCZA DLA STARSZYCH LUDZI, BO WYRWANO ICH JAK DRZEWA I SADZONO JAK POPADNIE. PAMIETAM WIELE LEZ I SMUTKU. TAKA TO BYLA TA PRZEPROWADZKA. POZDRAWIAM

      1. Problem w tym, że nie o tego Tupaka (Tupacka) chodziło, ten młodszy nie był nawet w myślach swoich przodków, którzy kto wie, może jeszcze biegali po afryce.

  11. Pochodzę ze Szczawnicy. O Białej Damie i skarbach Inków słyszałam już jako dziecko, ponieważ ojciec w “zamierzchłych czasach” pracował na zamku w Niedzicy. Nieraz opowiadał jak nocami słychać było jęki wydobywające się z podziemi, a po dziedzińcu włóczyła się jakaś postać zakuta w łańcuchy. Nigdy jej nie widzieli, ale po dźwiękach wiadomo było co się dzieje. Aż włos im się jeżył na głowie. Pismo sznurkowe znaleziono pod progiem i rzeczywiście długo nikt nie umiał go odczytać, ale podobno ten potomek Inków dał sobie z tym radę. Nie odnalazł jeszcze skarbu, ponieważ przekaz odesłał go po kolejną wskazówkę. Kolejna legenda mówi, że zamek czorsztyński i niedzicki połączone są tunelem, który przebiegał pod Dunajcem. Jeśli nawet tak było to budowa zapory zniszczyła wszystko 🙂 Pozdrawiam wszystkich maniaków Pienin 😀

    1. Tunelu nigdy nie było, bo były to zamki dwóch różnych państw, a pismo oficjalnie odczytane nie zostało, a sam potomek inkaski który w 1946 r. to pismo znalazł zginął w wypadku samochodowym w latach 70-tych. Był to Andrzej Benesz

  12. Ciekawa i dobrze udokumentowana historia nie tylko o skarbie Inków. Warto przeczytać by dowiedzieć się więcej o młodych polakach, którzy po upadku Powstania Styczniowego trafili do Peru. Dzięki swojej szlachetnej postawie i zaradności zostają obarczeni misją dostarczenia skarbu dla potomków następcy tronu Inków , którzy żyją w Polsce. Bryg “Warsaw” ktorym wiozą skarb tonie na rafie Florydy . Co dalej ze skarbem?

    1. Radzę się przyjrzeć: nie zafrasowany Ojciec Święty, tylko lecący nad niedzickim Zamkiem – stąd to zdjęcie w tym miejscu.

  13. Fajny tekst, ale historii to raczej z niego nie warto się uczyć.
    Umina wyszła za mąż za bratanka Tupaka Amaru II, przywódcy powstania, natomiast z tekstu można odnieść wrażenie, że wyszła za samego Tupaka. Dodam, że Tupak Amaru został stracony w Cuzco, rozszarpany przez konie.

    1. Jeżeli chodzi o Tupaka Amaru II to był on bratankiem przywódcy powstania, ale nie został stracony w Cuzco, ale w Wenecji, więc jeśli chodzi o miejsce jego śmierci to autorka miała rację

  14. O ile dobrze pamiętam na tym zamku straszył duch pięknej Brunhildy i Bogusława Łysego. Ona na wieży, a on w podziemiach krzyczał: “przebacz mi Brunhildo”.

  15. na początku lat 60-tych byłem na zamku niedzickim i kustosz zamku opowiadał historię skarbu i o kipu znalezionym pod schodami wejściowymi do zamku.Podobno była próba rozszyfrowania tego zapisu za pomocą pierwszego rosyjskiego komputera ‘Mińsk”/chyba dobrze pamiętam nazwę/ i jakaś mądrala rozwiązał wszystkie węzełki w tym celu ,tajemnicy nie rozwiązano a kipu można było wyrzucić jako bezwartościowe.

  16. może to śmierdzieć goryczą ale na dzień dzisiejszy w Nidzicy można spotkać: płatny parking za” tylko” 4 zł/h regionalne pamiątki z napisem “made in china” za a’ minimum 20 zl za jakąś popierdułkę, można spotkać grajka-żebraka któremu jak nie wrzucisz min.2 zł to cie chce zabić wzrokiem. Można spotkać mima na wiaderku który chce min 5zł za poruszenie się (taka kartka na piedestałku przyklejona ),można też spotka “scypki” (bez O) , pana w stroju kowboja podchodzącego do każdego z słowami – może zdjęcie-2 zlote) Można też spotkać mini ceny za spływ dunajcem 4 osobowa rodzina tylko 150 zł,można spotkać obiad za 40 zł/os , pokoje z widokiem na komin, śmieci na trasie i wszystko prócz wypoczynku.

    1. A w rotundzie przy tamie rodowity Włoch serwuje świetne CAPPUCCINO !
      Warto też zajrzeć w pobliskie Gorce, gdzie można znaleźć noclegi w cenie 20 PLN/os. w pokojach z łazienkami, a obiado-kolację za 18 PLN. Od ponad 20 lat w gronie licealnych kolegów (pół wieku po maturze !) włóczymy się po gorczańskich szlakach, tak cudnych pod koniec lata i wczesną jesienią.

  17. Hmmm Pieniny to fantastyczne miejsce na wypoczynek… jeżdżę tam co rok i jeszcze nigdy się nie zawiodłam, polecam szczególnie pokoje gościnne Na Wymyślu w Grywałdzie, jest tam po prostu cudownie!

  18. Zajrzalem zwabiony dobrze mi znanym widokiem zamku w Niedzicy, ale blog hmmm nieco rozczarowujacy. Umiejetnosc czytania nie jest wada! (“natłok informacji nie zachęca do studiowania”) a jesli juz posiada sie polskie czcionki, ktory to zaszczyt nie wszystkim jest dany, to warto by i postudiowac polska ortografie (“Wgłąb studni “). Pewne zestawienia przyprawiaja o bol zebow (“węgierska Indianka “). Po skonczonej lekturze zastanawialem sie, czy nie byloby lepiej dla obu stron, zamku i Autorki, gdyby ten blog jednak nie powstal.
    Zachecam do intensywnej nauki jezyka polskiego, i historii rowniez bo blog roi sie od bledow merytorycznych!
    Pozdrawiam serdecznie

    1. dziękuję za zwrócenie uwagi na błąd ortograficzny, już poprawiam.
      natomiast w kwestii uwag co do stylu – naprawdę nie ma obowiązku czytania. jeśli komuś mój styl nie odpowiada wystarczy tylko zamknąć stronę.

    2. Oj Lord,Lord…….przegiales.A wiec od poczatku: posiadanie polskiej czcionki nie jest “zaszczytem”.Nie uzywam i nie widze najmniejszego powodu zeby to zmieniac. Potoczne okreslenia……”wegierska indianka” , “polski zyd”, amerykanski polak” itd sa jak najbardziej na miejscu.Bola cie zeby z tego powodu, twoj problem !!!!! Jeszcze jedno, jak zaznaczyla autorka…… nikt cie nie zmusza do czytania(ma racje). A twoje przemadrzale wywody przekaz swoim najblizszym, moze cie zrozumieja. Nie pozdrawiam…….

  19. Artykuł zachęcający do zwiedzenia zamku w Niedzicy, z tym że kilka błędów należałoby usunąć. Piszemy Berzewiczy, ród Horwathów to był ród węgierski i pochodzący z Paloczy, czyli dzisiejszego Pławca na Słowacji, a nie ród chorwacki!!!, dziura w lochach to tak naprawdę “korytarz ucieczka” mający prowadzić poza mury zamku, ale nigdy nie ukończony, widoki podziwiać można z tarasów widokowych a nie z dziedzińców!!! zamek dolny nie funkcjonuje tylko jako Dom Pracy Twórczej SHS-u, ale również jako ogólnodostępne pokoje gościnne, więc nie ma potrzeby być członkiem SHS aby tam nocować. Łóżka z tamtego okresu są krótkie, ponieważ nie spano na wznak, lecz w pozycji półsiedzącej, a lustro którego to podobno nie ma w zamku jest widoczne w centralnym punkcie zdjęcia przedstawiającego “jadalnie” ostatniej właścicielki, która to tak naprawdę służyła jako pokoje gościnne. Poza tymi błędami rażą mnie trochę niektóre wyrażenia wytknięte już we wcześniejszych komentarzach. Artykuł ok, ale na przyszłość warto sprawdzić pare rzeczy dokładniej zamiast pisać głupstwa. 🙂

  20. Fajny artykuł, ale stwierdzenie, że biedni ci chłopi co kuli tą studnię zupełnie nie trafione. Kuli ją wg przewodników najprawdopodobniej jeńcy, co ma tą dobrą stronę, że zabijało nudę panującą w lochach, ( a nawet jak jak byliby to chłopi to mieściłoby się to w powinnościach feudalnych, które nie były wcale takie uciążliwe jak chce je przedstawiać współczesna historia. Ale pewnie zatrudniono jednak wykwalifikowane firmy od kucia w skałach, bo opieranie się na pracy jeńców ( których tam nie było dużo, był to zamek graniczny , głównie zajmował się pobieraniem myta i stanowił strażnicę ), abo chłopów , bez odpowiedniej wiedzy i narzędzi pewnie by trwało ze sto lat…………….. W Strcznie ( Słowacja ) jest studnia o głębokości ponad 80 m……………

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *